Kategorie: Wszystkie | Baranowe | Czy Ktoś coś mówi? | Nasze | Owcowe | Portreciarnia | Tfurczość | Wywrotowe | Śmiercionośne
RSS
poniedziałek, 31 października 2005
Postrofjenje...
"Serdetschnje posdrawjam Polakuf" - fonetyczny zapis przemówienia Benedykta XVI

PAP 30-10-2005, ostatnia aktualizacja 30-10-2005 16:04

W niedzielnym biuletynie biura prasowego Stolicy Apostolskiej zamieszczono w wersji fonetycznej tekst pozdrowień, jakie Benedykt XVI skierował do Polaków podczas południowego spotkania z wiernymi na Anioł Pański.

Oto pełny tekst polskich pozdrowień:

"Serdetschnje posdrawjam Polakuf. Sblischa schje urotschistoschtsch Wschistkich Schwjentich. Dschenkujeme Bogu sa schwjatkuf wiare, ktusche sa dschitcha beli sjetnotscheni z H:ristusem w miwoschtschi, a dschisch utschestnitschoung wjego h:wale. Ich wstawjenniztwo i opjeze polezam wschistkich wiejaonzich".

Po raz pierwszy na watykańskiej stronie pojawił się tekst w formie, jaką otrzymuje papież, by mógł on odczytać go po polsku.

czwartek, 29 września 2005
Sayonara:]





POJECHAŁEM DO PYRBURGA...

I'LL BE BACK...;)

wtorek, 27 września 2005
Pięknie ziarło...
... tak pięknie ziarło i zdechło...eeech...
niedziela, 04 września 2005
Samokrytyka ?!
04/09/05 niedziela. Mało tu się udzielam i mi ... wstyd.

Aspołeczna chyba jestem?

Acha, jeszcze postanowienie poprawy ...

Poprawię się, poprawię, tylko jeszcze nie wiem kiedy :)
sobota, 27 sierpnia 2005
Z rana morda niewyspana...



Sobotni poranek...jak to każdy sobotni poranek musi zacząć się od mocnego kopa pobudzającego...takiego jak ten...






i teraz już powinno wszystko pójść z górki:)


dodatkowo, żeby nie usnąć po porannym kopie trzeba przeczytac glupi kawal w stylu tegowoż:


Pewne amerykańskie małżeństwo, w którym mężczyzna nie mógł niestety mieć dzieci, postanowiło skorzystać z usług tzw. zastępczego ojca. Po dokonaniu wszelkich niezbędnych ustaleń i formalności małżonek wyszedł na golfa, zostawiając żonę w oczekiwaniu na przybycie "specjalisty".
Przypadek sprawił, że w tym samym dniu w miasteczku zjawił się objazdowy fotograf, specjalizujący się w zdjęciach dzieci. Zadzwonił do drzwi w nadziei na zarobek.

- Dzień dobry, madame, ja jestem...
- Ależ wiem, oczekiwałam pana - odpowiada kobieta i prowadzi go do środka.
- Ooo, doprawdy? - zdziwił się fotograf. - Ja, widzi pani, specjalizuję się w dzieciach...
- Wspaniale, właśnie o to chodziło mężowi i mnie. - mówi kobieta i po chwili pyta spłoniona z emocji: - To gdzie zaczniemy?
- No cóż - odpowiada fotograf - myślę, że może pani zdać się zupełnie na mnie. Mam duże doświadczenie. Z reguły zaczynam w kąpieli, tak ze dwa - trzy razy, później zwykle ze dwie pozycje na kanapie, w fotelu i z pewnością parę w łóżku. Nieraz doskonałe efekty osiąga się na dywanie w salonie... Naprawdę można się wyluzować...

"Dywan w salonie..." - Myśli kobieta. - "Nic dziwnego, że mnie i Harry'emu nic nie wychodziło..."

- Droga pani, nie mogę gwarantować, że każde będzie udane. - kontynuuje fotograf. - Ale jeżeli wypróbuje się kilkanaście pozycji, jeżeli strzelę z sześciu - siedmiu różnych kątów, wówczas jestem pewien, że będzie pani zadowolona z rezultatu...

Kobieta z wrażenia zaczęła wachlować się gazetą, a facet nawija dalej:

- Musi się pani również liczyć z tym, że w tym zawodzie, podczas roboty, człowiek cały czas jest w ruchu. Kręcę się tu i tam, wchodzę i wychodzę nieraz kilkanaście razy w ciągu minuty, ale proszę mi wierzyć, że rezultaty mojej pracy rzadko zawodzą oczekiwania...

Kobieta usiadła przy otwartym oknie, spocona z wrażenia...

- Ha! A żeby pani widziała, jak wspaniale wyszły mi pewne bliźniaki!
Zwłaszcza biorąc pod uwagę trudności, jakie ich matka robiła mi przy współpracy...

- Taka była trudna? - spytała mdlejącym głosem kobieta.

- Straszliwie... Żeby uczciwie zrobić robotę, musieliśmy pójść do parku. Ale był cyrk! Ludzie tłoczyli się dookoła ze wszystkich stron, żeby zobaczyć mnie w akcji... TRZY GODZINY! Proszę sobie tylko wyobrazić: TRZY GODZINY ciężkiej fizycznej pracy! Matka cały czas się darła i jęczała tak głośno, że z trudem mogłem się skoncentrować. W końcu musiałem się spieszyć, bo zaczynało się robić ciemno. Ale naprawdę się wkurzyłem, kiedy wiewiórki zaczęły mi obgryzać sprzęt...

- Sprzęt... - głos kobiety był ledwo słyszalny. - Chce pan powiedzieć, że wiewiórki naprawdę obgryzły panu... khem.. sprzęt..?

- Hehehe, a skądże, połamałyby sobie zęby, twardy jest jak hartowana stal...

No cóż, jestem gotów, rozstawię tylko statyw i możemy się zabierać do roboty.

- STATYW ?

- No a jakże, musze na czymś oprzeć tę armatę, za ciężka jest, żeby ją stale nosić... Proszę pani! Proszę pani!!!
Jasna cholera, ZEMDLAŁA!!!!
 


po czym spokojnie udać sie na fajkę:P


p.s. chciałbym publicznie skrytykować wszystkich wrogów Jarre'a, wszystkich którym nie podobał się łon, i wszystkich którzy mówią, że "jest gupiiii":P najwieksza krytyka idzie w stronę mojej eks, ktora zadarla okrutnie, a ktora nie wie o istnieniu tegowoż bloga:P


a do słuchania daję wam

PANJABI MC
Damien Rice dla Teatru Magicznego;)


Ludu stolicy (Polskiej Piosenki) i narodzie w ogóle!

oto na życzenie Teatru Magicznego (tak? bo juz chyba zapomnialem czy tak am byc)  piosnka szkockiego pieśniarza, Rice'a Damiena pana zacnego....


oto i

I REMEMBER

miłego słuchania:)
piątek, 26 sierpnia 2005
Dowcipando:)




Dowcipando jak zwykle w moim przypadku zazcerpnięte (zajumane) z innej strony (jak zwykle z Funiastych:P)

Zdarzyło się pewnego razu, że uczeń Mistrza Kung-Fu przeszedł z powodzeniem nauki wstępne i przystąpił do Ostatecznej Próby. Rzekł mu tedy Mistrz:
- Stań na placu przed świątynią i przepołów gołymi rękami deskę, którą ujrzysz opartą o kamienie.
Poszedł tedy uczeń i ujrzał ledwo ociosaną kłodę twardego drewna. Nie uląkł się jednak i gołą dłonią uderzył w nią tak mocno, że pękła i dwie połówki spadły na ziemię.
- Dobrześ wykonał zadanie - rzekł Mistrz - Teraz czeka cię drugi sprawdzian. Pójdziesz ze mną do gospody w mieście.
Poszli tedy do gospody, gdzie ujrzeli dwóch złoczyńców bijących niewinnego kupca.
- Czyń co trzeba - rozkazał Mistrz.
Rzucił się tedy uczeń w wir walki i wnet wyleciał za drzwi z podbitym okiem i bez zębów. Wrócił też zaraz w niesławie do domu, a zgromadzonej przy stole rodzinie rzekł:
- To samo co rok temu. Plac poszedł dobrze, ale spier*****m na mieście.



a dla was drodzy współtowarzysze broni do posłuchania przezacny

DAMIEN RICE ze swoim albumem "O!" .........zadna tam jedna piosenka, cały album wam puszczam na swoim łynampje:P



a tu mozna go sobie ściągnąć...ale uwaga, nakład ograniczony, kto pierwszy ten lepszy...starczy na 10 sciagniec albo cos kolo tego...

http://s37.yousendit.com/d.aspx?id=39AEFRETLS8U73VF96R6A0K0LX


miłego słuchania, a Rice'a bede tu systematycznie wam załączał bo mam cały album "O!" i kawałek z innego:)
czwartek, 25 sierpnia 2005
Zeznania lustracyjne Pana Ktosia...






Jako, że zostałem przez 21-letnią Julkę (jak mniemam albo i nie) posądzony o spiskowanie z i działanie w szeregach Małych Bęcwałów zwanych również Zakapiorami lub ZecHłaPami lub ZnacHoRami chciałem publicznie dokonać lustracji mej przeszłości...o to samo proszę zgromadzonych tu współtwórców o stażu niż mój dłuższym...uczciwym być trzeba towarzysze, niech czytelnik wie ze My nie kłamiemy, że my nie zawiedlismy naszych wyborców!;)

zacznę od niechlubnego mojego pobytu w szeregach szarych (chociaz w sumie to mundurki zielone mieliśmy ale to szczegół, ważne ze umysły były szare:P), który okazał się być życiowym błędem...jako młodzian 10 czy 11-letni zafascynowałem się harcerstwem (ZHP, w koncu ma sie takt, nie?:P) tylko dlatego, że można bylo mieć zajebistą finkę (taki nóż, na panienki za młody byłem:P) oraz megawypaśnyt beret z białym skorpionem wszytym w czerwony romb...szczyt szpanu!!! niestety po miesiącach 7 umysł mój ujrzał prawdę...ujrzał całe zło harcerstwa...NIGDY, PRZENIGDY, NIKT NIE BĘDZIE MI MÓWIŁ JAK MAM WSADZAĆ KOSZULĘ DO SPODNI I JAK MAM SOBIE UŁOŻYĆ CHUSTĘ, MOTYLA NOGA!!! no...no i nikt nie bedzie mi kazal robić pompek za nieposłuszeństwo! harcerstwu dziękuje za to, że posiadam wlasny egzemplarz konstytucji, ze znam 3 litery z alfabetu morsa (A, O i S) i że potrafię obrać ziemniaki tępym nożem do masła (za co dostałem sprawność kuchcika, ale to nie jest odpowiednik stopnia oficerskiego...toteż mogę śmiało powiedziec ze nie miałem kontaktu z "górą":P)
nigdy przenigdy nie donosiłem też na moich współharcerzy, nawet kiedy mnie wkurzali zapieprzając mi zupki chińskie na zimowisku...prawdziwa lojalność względem towarzyszy, my party (mógłbym rzec), ale partia to to nie była, o nie:P

a poza tym jedyne większe przestępstwo jakie popełniłem to było nie zrobienie 5 razy z rzędu wypracowania na polski w liceum (= 5 pał) i zakoszenie kumplowi kanapki w podstawowce...no głodnym byłem wielce:]

...reszty sieniewypre bo jestem dumny z mych dokonań i osiągnięć...

...składam mój los na Wasze ręce i proszę o miłosierdzie i 2 paczki paluszków, bo mnie się w domu juz skonczyły...

aj waj!
baj baj!
tu haj bej!


*****************dopisek po dłuższym namyśle****************

Pan Ktoś jest świadom iż tym oto wpisem naraził sie wielce pannie J., a jako że nie chce on juz na samym początku istnienia tu swego rozpoczynac wojen totez przeprasza z góry za wszelkie niedogodności związane z czytaniem i wszelkie niewygodności związane z siedzeniem przez dłuższy czas na krzesełku...:P

Pany pozwolyyyy? pozwolyyyy przyprosiyyycz?;)