niedziela, 06 listopada 2005
Coś drgło... ;)))

Siostro-Owieczko kochana moja!
Tak mnie raduje wizyta Twoja :D
Tu strasznie smutno bez Ciebie było
Nic się nie jadło, nic się nie piło...
A teraz promyk zajrzał tak jasny,
Że muszę skarbiec otworzyć własny
I zaserwować jakąś wódeczkę
By uradować moją Owieczkę!




Siostra, moja tfurczość jest w agonii, ale  dla Ciebie na chwilę
odzyskałam przytomność ;)))


czwartek, 08 września 2005
Powtórka z rozrywki - Bransoletka

Tego dnia chciałam po prostu przejść się deptakiem po nabrzeżu - wzdłuż rzeki, bo tam zawsze można poczuć lekki wiatr - nawet w taki skwar. Było prawie pusto.
Pewna knajpka skusiła mnie reklamą zimnego piwa. Podeszłam do lady.
Piwo było zbyt mocno schłodzone, szklanka szroniła się i krople spływały mi po dłoni, gdy niosłam je do stolika w ogródku przed knajpką. Usiadłam na drewnianym krześle, które zachybotało lekko pod moim ciężarem.
Nabrzeże miałam za plecami i mogłam się zapatrzeć w leniwie płynącą wodę. Słońce odbijało się od niej rzucając ostre refleksy, które raziły w oczy.
Pusto tu było całkiem, tylko jedna kobieta siedziała w drugim końcu i też piła piwo. Na początku wcale nie zwróciłam na nią uwagi tak mocno wtapiała się w tło. Dopiero kiedy przynosiłam sobie drugie piwo i dopiero wtedy jak już przestałam wpatrywać się w wodę, mój wzrok coraz częściej kierował się w jej stronę.

Siedziała nad swoim piwem i płakała. To też nie dało się zauważyć od razu, bo robiła to zupełnie bezgłośnie. Tylko łzy jej kapały, nie miała nawet chusteczki ani nie sprawiała wrażenia, że jej potrzebuje.
Zaskoczyła mnie, że przy płakaniu nie musi wycierać nosa i sprawdzałam co jakiś czas, czy to naprawdę możliwe. Dla mnie płakanie jest jednoznaczne ze zużyciem co najmniej paczki chustek.
Za każdym razem wydawała mi się taka... coraz bardziej wodnista. Trudno to wytłumaczyć, wtedy myślałam, że to ten upał, to piwo... Pamiętam, że przyszła mi wtedy do głowy całkiem irracjonalna myśl, która mnie rozbawiła: że ona nie powinna pić więcej tego piwa, bo się rozpłynie. Jeszcze zwróciłam uwagę na jej łańcuszek na ręce, bo był taki sam jak mój.
To mnie też zdziwiło, bo mój jest całkiem nietypowy, robiony na zamówienie. Czasem jej dłonie robiły taki ruch, jakby sprawdzała palcami, czy ta bransoletka jeszcze tam jest.  Piła piwo i płakała. Bezgłośnie. Wtedy nie przyszło mi do głowy, by podejść i zapytać co się stało. Czułam się jakbym ją podglądała, bo zerkałam na nią ukradkiem i nie mogłam umiejscowić zmian, które w niej zachodziły. Widziałam, że się zmienia, ale nie wiedziałam co to za zmiany.
I wtedy zauważyłam, że roztopiła jej się jedna dłoń. Ta  bez łańcuszka. Nie mogłam się ruszyć, mrużyłam oczy i nie wiedziałam czy to kwestia światła czy piwa. Nie miała już dłoni, a cała ręka od łokcia kropliła się, rozmywała, spływała na surowe deski piwnego ogródka... Ona siedziała i płakała...właściwie to cała była łzą... może to, co płynęło po jej policzkach to
zresztą nie były łzy tylko ona się tak właśnie szroniła, rozpływała... nie wiem... ani razu nie spojrzała na mnie, głowę miała pochyloną, czasem chowała się za kuflem.
Mogłam tylko patrzeć... nie wiem jak długo to trwało, po pewnym czasie nawet przestało mnie dziwić to, co widzę. Patrzyłam tak jak przedtem na płynącą wodę.. teraz ona płynęła. Pod jej stolikiem robiła się kałuża, kobieta znikała, spływała na deski.
Te krople później szukały drogi po nierównych deskach i ściekały niżej, aż  do brudnej rzeki.
Siedziałam tam jeszcze, gdy deski stały się już suche, a słońce zbliżyło się do ziemi. Ciągle jeszcze nie nadchodził wieczorny chłód ale już zaczęli schodzić się ludzie.
To towarzystwo weszło tu tylko na chwilę po sok, bo dzieciom chciało się pić. Wychodzili z kartonami w dłoniach rozgadani, roześmiani, gdy nagle ta mała podniosła jej bransoletkę z jeszcze ciut wilgotnej podłogi:
" - Mamo, mamo zobacz co znalazłam!"
Oglądali ją wszyscy, przechodziła z rąk do rąk ale przy żadnym z nich nie zalśniła tak jak wtedy, gdy obejmowała przegub tamtej kobiety.
Przechodzili obok mnie i słyszałam jak rozważali, że przecież nie mogła być
zgubiona, bo ani nie rozpięta... ani zerwana...
Poszli i na mnie też już przyszedł czas.
Zamiast zastanawiać się jak to możliwe, by ktoś rozpłynął się tak po prostu, ja myślałam tylko o tym dlaczego łańcuszek stracił blask; bo przecież na jej dłoni tak mocno błyszczał. A może zresztą mi się wydawało. Może słońce było wtedy mocniejsze...
...
Od tego dnia moja bransoletka tak mocno lśni...

wtorek, 30 sierpnia 2005
Noc inspiruje i urodę marnuje... A niech tam!!!

Do Pana_Ktosia...


Panie_Ktosiu! Mam zadanie!
Proszę, przejrzyj to pisanie
i wyciągnij wszystkie wiersze
na widoki nieco szersze.

Utwórz notkę jedną dużą
niech się rymy tu powtórzą,
tylko zrób chronologicznie,
to dopiero będzie ślicznie!

Wszystkie nasze marne rymy
w jeden worek tu włożymy.
Niechaj będą na świeczniku
mamy przecież ich bez liku!

Przejrzyj również komentarze,
tam dopiero się okaże...
co kto myśli, i co pisze,
kiedy ma za sobą ciszę.

To zadanie jest bojowe,
oczywiście wywrotowe!
Ale jak tu na tym blogu
recytować Panu Bogu?

Wszystkie rymy pochowane
w komentarzach rozrzucane.
Niechaj zatem tu powstanie
piękny tomik na żądanie!

Dobrej nocy!!! Ślę buziaki!!!
Dawać lica tu chłopaki!
Dawać lica też dziewczyny,
I uciekać pod pierzyny!!!




Festiwal poezji "Szaja 2005"

Fiu, fiu, fiu, fiu!

Evietka nam rymuje tu!
Talent wielki niesłychanie,
więc bojowe jest zadanie!
Kto z nas może i kto pragnie
niech opisze siebie ładnie!
Kolor oczu, włosów, skóry,
czy wesoły, czy ponury?
Czego nie je, a co lubi?
Z czym się kryje, czym się chlubi?
Piękna będzie wnet parada!
Lecz się chwalić nie wypada.
Zatem śmiało blogowicze!
Znów tak bardzo na Was liczę!
poniedziałek, 29 sierpnia 2005
Do Eviety

Do Eviety...

Jakże trudno być poetą

moja droga Ty Evieto!
Lecz nie tracę już zapału
i zrymuję coś pomału.
Najpierw trochę Ci pokadzę,
choć nie jestem kamikadze!
Boś wrażliwą jest kobietą
nieodkrytą wciąż planetą.
W Tobie dobroć, spokój, siła
jesteś ludziom zawsze miła,
choć masz czasem też rozterki,
to nieduże są felerki.
Twoje ciepło silnie bije,
ukatrupi nawet żmiję,
i pocieszy strapionego
człeka złego i dobrego.
Ach Evieto bądź tu z nami
i rozwesel nas czasami,
ale nie szczędź też krytyki
jeśli zdarzą nam się byki!
Bądź nam światłem i ostoją
niech się ignoranci boją!



Kocha Ciebie niebo...
czwartek, 25 sierpnia 2005
UWAGA UWAGA
Oto wytwór dzisiejszego poranka, moja śmieszna układanka:



Ubolewam, że po powiększeniu nic nie widać, więc musi zostać tak, jak jest.
Zmuszona byłam drastycznie zmienić rozmiar, żeby to w ogóle upchnąć do mało inteligentnie ograniczonych zasobów bloga.
Mam jednak nadzieję, że się podoba moim współpracownikom i innym osobnikom :)
Howgh.
środa, 17 sierpnia 2005
Kto dogoni psa?
Downandout! Ten wpis dedykuję Tobie przyjacielu :-D

:-) Daaawno, daaawno temu, kiedy to Ciebie jeszcze nie było na świecie, zespół dziecięcy w programach telewizyjnych dla dzieci (już nie pamiętam, w których :) śpiewał taką piękną pioseneczkę o psie:
"...Łapy, łapy, cztery łapy,
a na łapach pies kudłaty.
Kto dogoni psa, kto dogoni psa?
Może ty, może ty, może jednak ja!!!"

Tej piosenki uczyły się w szkole dzieci i radośnie ją śpiewały :-)
Teraz, w tym brzydkim świecie, gdzie tylko ryby nie biorą, piosenka ta "udoskonalona" wykonywana jest publicznie... i tyczy się ludzi, wykonujących zawód niezbędny dla spokojności całego społeczeństwa...

Z harcerskim pozdrowieniem - czuwaj!!!


Kandydat, czyli kto? ... Bedzie politycznie
Nie wiem, czy mnie nie wsadzą za ten wpis, ale wyrażam swoje oburzenie co do treści bilboardów wyborczych!!! To jest samozwańcze!!! Ten Pan nie jest jeszcze prezydentem i ja się nie zgadzam, aby moim oczom na każdym kroku pojawiał się jak jakaś zjawa "prezydent..." O!

I jeszcze dodam, że ten kandydat ma jakieś tendencje do przejaskrawiania rzeczywistości. Rozchodzi się o postać (w wyborczym spocie telewizyjnym), która nie jest kandydatem, tylko bratem kandydata...



poniedziałek, 15 sierpnia 2005
Witajcie goście! Parapetówa ruszyła!!!
Witaj Erzebet! Siadaj do stołu!
Witajcie Evietko i Syrio :-D
Witaj Inmylife - już się martwiłam :-DD
Witaj Brido - ogromnie się cieszę :-D
Witaj Owieczko - Bój się Boga, tyle czasu!! :-D
Witaj Lucyxx - super, że zajrzałaś :-D Karniaka dostaniesz :-DDDD
Witaj Blondyna2005 - świetnie, że zajrzałaś! :-D
Witaj Downandout - wiedziałam,że mogę na Ciebie liczyć! Napijmy się! :-D
Witaj Barti - nareszcie!! :-D
Witaj Dorbie - spóźniona, ale ważne, że jesteś! :-D
Zapraszam :-) Wszystko gotowe!
Witajcie kochani!

Mogę powiedzieć, że mieszkanko prawie wyszykowane :-)

Kuchareczki od samego rana ciężko pracowały...



Sala bankietowa czeka...




Proponuję na dzisiejszy wieczór...



kurczak diabelski,
po prowansalsku,
rumsztyk




makaron,
wołowina po burgundzku,
schab z ziemniakami




stek z łososia,
tarta z dorszem,
krokiety z mięsem




sałatki różniste



lody makowe,
obręcze,
tarta z jabłkami



banany i jabłka,
gruszka w syropie,
deser z kiwi


i to co najważniejsze...



gin, piwo, wino

pozostałe trunki w pełnym wyborze serwuje sama gospodyni...



Na zdrowie! Za przemiłe spotkanie!

A jutro... na poprawiny proponuję...



goloneczkę



i prawdziwe polskie jedzenie!

Dziękuję za odwiedziny.
Życzę wspaniałego wieczoru i smacznego! :-DDDDD

Ważne: wszystkie fotografie zamieszczone w tym wpisie są własnością Internautów, zostały pozyskane z innych stron www niestety :-DDD